INFORMACJE

Rynek Lotniczy

Linie Lotnicze

Porty Lotnicze

Samoloty

Drony

Dostawcy Usług

Prawo

Turystyka

BRANŻA

Nawigacja powietrzna

Innowacje & Technologie

Personalne

Rozmowy PRTL.pl

Komentarz tygodnia

Aviation Breakfast

Polski Klub Lotniczy

Przegląd prasy

INNE

Księgarnia

Szkolenia i konferencje

Studenckie koła i org. lotnicze

Znajdź pracę

Katalog firm

Przydatne linki

REKLAMA





Sonda

Czy rozbudowa lotniska w Radomiu jest właściwym rozwiązaniem problemów infrastrukturalnych w aglomeracji warszawskiej?

Tak, jestem przekonany, że to dobry pomysł

Trudno powiedzieć, czas pokaże

Mam poważne wątpliwości, zabrakło głębszych analiz i konsultacji z przewoźnikami

Nie, to fatalny pomysł z punktu widzenia przewoźników i pasażerów

Partnerzy portalu



Language selection


English Deutsch French Russian

Publikacje


Węzeł modliński, czyli czekanie na Aleksandra Wielkiego

Krzysztof Loga-Sowiński, 2018-02-22
     

Twierdzenie, że nikt nie chce latać z Modlina, bo cennik lotniska faworyzuje Ryanaira jest tylko częściowo prawdziwe. To nie same preferencyjne opłaty w Mazowieckim Porcie Lotniczym (MPL), ale również brak rozbudowy lotniska jest problemem dla innych linii lotniczych.

 

Teza o niemożności konkurowania z Ryanairem na lotnisku modlińskim z powodu niskich opłat, jaki ten port zaoferował Irlandczykom jest powtarzana jak mantra przez przedstawicieli Przedsiębiorstwa Porty Lotnicze (PPL) i PLL LOT SA (LOT). Ostatnio nawet zdarza się to częściej, co jest chyba pokłosiem wypowiedzi Juliusza Komorka, członka zarządu Ryanaira, że to jego firma a nie LOT jest narodowym przewoźnikiem w Polsce. No cóż, trudno nie przyznać mu trochę racji, skoro żadna inna linia lotnicza nie przewozi tylu naszych obywateli.

 

Zostawmy jednak te słowne potyczki na boku i zmierzmy się z tezą zawartą w pierwszym zdaniu tego artykułu. Wynika z niej, że nikt nie chce latać z Modlina, poza Ryanairem, z uwagi na bardzo niską opłatę pasażerską, która tam ta linia płaci. Wszystkiemu jest winny cennik lotniska, który wprowadza agresywne zniżki za osiągnięty wolumen obsłużonych pasażerów. Żadna nowa linia rozpoczynająca działalność w MPL, na takie zniżki nie może liczyć z oczywistego powodu tj. z braku odpowiedniej liczby obsłużonych pasażerów.

 

Już na sam zdrowy rozum trzeba zgłosić obiekcje do tej tezy, bo zakłada ona, że opłata pasażerska jest kluczowym wyznacznikiem przy podejmowaniu decyzji o wyborze docelowego lotniska. Nie trzeba być ekspertem lotnictwa cywilnego, aby wiedzieć, że tak nie jest. W celu wsparcia tego zdroworozsądkowego argumentu dorzućmy jednak parę twardych danych.

 

W 2017 roku na modlińskim lotnisku Ryanair obsłużył ponad 2,9 miliona pasażerów, co pozwoliło mu uzyskać zniżkową opłatę w wysokości skromnych 6 złotych od jednego obsłużonego pasażera. Dla nowej linii ta sama opłata wyniosłaby 40 złotych. Przy założeniu, że w samolocie znajduje się 180 pasażerów, Ryanair płaci za nich tylko 1.080 zł, a nowa linia zapłaciłaby 7.200 zł. Różnica jest rzeczywiście olbrzymia, bo prawie siedmiokrotna. Zatem powracająca teza PPL i LOT-u jest prawdziwa, ale tylko w sytuacji, gdy mamy do czynienia z nową linią, która zamierza rozpocząć niewielkie operacje z portu modlińskiego. Z tego powodu zapowiedź obniżenia najwyższych opłat pasażerskich od sezonu letniego 2018 roku, ogłoszona przez kierownictwo MPL, jest jak najbardziej sensowna.

 

Wracając jednak do głównego wątku naszych rozważań trzeba jasno stwierdzić, że inaczej wygląda sytuacja w przypadku rozpoczęcia operacji obejmujących kilka tysięcy rejsów. Weźmy za przykład największego przewoźnika, który mógłby realnie myśleć o przeprowadzce z Okęcia do Modlina - na czym przecież najbardziej zależy PPL i LOT-owi - czyli Wizz Air. Gdyby prezes Varadi zdecydował o przeniesieniu wszystkich operacji z portu Chopina (ponad 2,4 miliona pasażerów) do MPL to płaciłby według obowiązującego cennika tylko 9 złotych, czyli zgodnie ze wcześniejszym przykładem, tylko 1.620 złotych, co znacznie zmniejsza dystans cenowy do Ryanaira. Ponadto dzięki przeniesieniu Wizz Air skorzystałby ze zniżek za uruchomienie 30 nowych połączeń, bo tylko 18 pokrywałoby się z siatką irlandzkiego konkurenta.

 

Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że koszty lotniskowe ponoszone przez linie lotnicze nie kończą się na opłacie pasażerskiej. Obecnie Wizz Air na Okęciu płaci wyższe opłaty za lądowania, niżby to miało miejsce w Modlinie. Nie wchodząc w zawiłości cenników lotniskowych i abstrahując od zniżek udzielanych za otwarcie nowych tras, należy stwierdzić, że operując nowoczesnym dwusilnikowym odrzutowcem pasażerskim, takim jak Airbus 321, o pojemności ponad 200 miejsc, Węgrzy płacą za lądowanie na Okęciu ok. 4.700 zł, a w Modlnie płaciliby tylko 2.500 zł. Obecną opłatę pasażerską ponoszoną przez Wizz Air - po uwzględnieniu oferowanych przez lotnisko Chopina zniżek za wzrost ruchu pasażerskiego - szacować można na kwotę w przedziale 45-55 złotych, czyli o wiele więcej niż płaciliby Węgrzy po przeprowadzce do Modlina. Również opłaty postojowe i hałasowe są na południu Warszawy mniej korzystne niż na północy. Zatem z czysto ekonomicznego punktu widzenia przenosiny Wizz Air-a do Modlina mogłyby być uzasadnione.

 

Problem w tym, że ta kalkulacja jest tylko ćwiczeniem teoretycznym, bo port modliński nie udźwignąłby takich przenosin logistycznie. Wymagałoby to obsłużenie ponad 5 milionów pasażerów rocznie, co przy obecnej infrastrukturze realne nie jest.

 

W konsekwencji trzeba stwierdzić, że w przypadku linii lotniczej o skali operacji Wizz Air-a to niedostatek infrastruktury MPL, a nie jego cennik ograniczają możliwość konkurowania z Irlandczykami. Zatem rozwiązaniem jest rozbudowanie MPL tak, aby znalazło się na nim miejsce dla innych przewoźników.

 

Problem jednak w tym, że nawet, gdyby infrastruktura Modlina po rozbudowie umożliwiała przeprowadzkę, to wcale nie jest powiedziane, że Wizz Air by się na nią zdecydował. Węgierski przewoźnik, jeśli to tylko możliwe, unika bezpośredniej konfrontacji z Ryanairem. Loty na lotnisko Chopina umożliwiają Wizz Air-owi oferowanie wyższych taryf, co na MPL nie byłoby już możliwe. Nie ma zatem gwarancji, że rozbudowa lotniska w Modlinie przyciągnie konkurentów Ryanaira. Jest natomiast pewne, że umożliwi dalszy nieskrępowany rozwój irlandzkiego przewoźnika w aglomeracji Warszawskiej. Jednak, jeśli MPL nie zostanie rozbudowany, to kolejnym krokiem Ryanaira może być przeniesienie części operacji na Okęcie, co spowoduje jeszcze szybsze wyczerpywanie się przepustowości tego portu. A to oznacza, że ekspansja LOT-u stanie pod jeszcze większym znakiem zapytania.

 

Z kolei z punktu widzenia naszego państwa trzeba ważyć racje. Czy powinno się bezwzględnie chronić i wspierać polskie podmioty gospodarcze, które zapewniają miejsca pracy i wpływy do budżetu? Czy może lepiej postawić na tani transport lotniczy dostępny dla szerokich rzesz polskich obywateli?

 

Węzeł modliński wydaje się trudniejszy do rozsupłania od węzła gordyjskiego. Czekamy na następnego Aleksandra Wielkiego, ale na horyzoncie jeszcze go nie widać.

 

 

Krzysztof Loga-Sowiński

PRTL.pl

 

 

 

Tagi:

Lotnisko Modlin | Linie lotnicze | Infrastruktura | Rozwój


powrót


Aby otrzymać dostęp do komentowania artykułów musisz się zalogować.

LOGIN

HASŁO




Jeżeli nie masz jeszcze konta, załóż je teraz

Rejestracja


Komentarze do tego artykułu:

REKLAMA


REKLAMA



Informacje EKES



REKLAMA


Giełda transportowa
Clicktrans.pl







Home | O nas | Polityka prywatności | Korzystanie z serwisu | Reklama w portalu | Kontakt | Mapa strony