INFORMACJE

Rynek Lotniczy

Linie Lotnicze

Porty Lotnicze

Samoloty

Drony

Dostawcy Usług

Prawo

Turystyka

BRANŻA

Nawigacja powietrzna

Innowacje & Technologie

Personalne

Rozmowy PRTL.pl

Komentarz tygodnia

Aviation Breakfast

Polski Klub Lotniczy

Przegląd prasy

INNE

Księgarnia

Szkolenia i konferencje

Studenckie koła i org. lotnicze

Znajdź pracę

Katalog firm

Przydatne linki

REKLAMA





Partnerzy portalu



Language selection


English Deutsch French Russian

Komentarz tygodnia


Komentarz Tygodnia 31.08 – 06.09.2018

Marek Serafin, 2018-09-07
     

O planach Ryanaira na rynku polskim, i nie tylko. W skali całego polskiego rynku plany irlandzkiego przewoźnika są dość umiarkowane- wzrost oferowania o około 4%. Zastanawiając się nad powodem tej skromności musimy uwzględnić, przede wszystkim, dwa fakty.

 

 

Lato 2018 i cały bieżący rok, były okresem ogromnej ekspansji na polskim rynku dwóch największych w naszym regionie tanich linii. Wizz Air, w S2018 zwiększył oferowanie o ponad 23%. FR „tylko” o 11,9%, ale na samych trasach międzynarodowych o prawie 19%, gdyż zawiesił połączenia krajowe pomiędzy WAW i GDN/WRO.

 

Znaczne ograniczenia możliwości ekspansji FR w aglomeracji warszawskiej wynikają ze zbliżenia się przez modliński port do jego maksymalnej przepustowości. Pomimo tego przewoźnik uruchomi cztery nowe trasy. Jednak jego „chęci” i możliwości są zdecydowanie większe. 

 

Bardzo znaczna część „szybkiej”, bo przeprowadzonej w pośpiechu, przed „ważnym spotkaniem”, konferencji była poświęcona wspomnianym wcześniej problemom w układzie binarnym WAW-WMI. Opinie Prezesa O`Learyego dotyczącego anty-konkurencyjnego, jego zdaniem, działania PPL-u nie zaskakują. Tak, jak bardzo negatywne opinie na temat portu w Radomiu, do którego najwyraźniej FR nie wybiera się. I tu, trudno mu się dziwić. Istotnym novum jest natomiast próba znalezienia biznesowego rozwiązania obecnego pata. Chyba nikt, kto choć trochę rozumie europejski wspólny rynek lotniczy, nie oczekiwał, że Ryanair wywiesi białą flagę i będzie przez lata czekał na rozstrzygnięcie jego, złożonej wiele miesięcy temu, skargi do KE, dotyczącej anty-konkurencyjnych, niezgodnych z prawem unijnym, działań PPL-u.

 

Rynek polski i aglomeracja warszawska wraz z „przyległościami”, o których CEO Ryanaira, po raz pierwszy mówił tak dużo i „ciepło”, są dla irlandzkiego giganta zbyt ważne. Przy kilkunastoprocentowym indeksie wzrostu, jaki odnotowujemy w Polsce od kilku lat, roczny wzrost ruchu lotniczego, w wartościach bezwzględnych, staje się już porównywalny z wielkimi rynkami zachodnimi. Mówiąc o obecnych priorytetach rynkowych Michael O`Leary wymienia Niemcy, Francję Polskę i Rumunię. A „wielka” aglomeracja warszawska ma w naszym kraju wyjątkowe znaczenia. Sięga, aż po Zachodnią Ukrainę i Białoruś.

 

Zarząd Ryanaira złożył oficjalną ofertę pomocy w sfinansowaniu niezbędnej inwestycji terminalowej w Modlinie. Z „dodatkami”. To brak zgody współwłaścicieli, a konkretnie PPL-u, na zaciągnięcie kredytu inwestycyjnego blokuje możliwość istotnego zwiększenia przepustowości WMI. Losy tej inicjatywy rozstrzygną się w najbliższych miesiącach. A mamy tu do czynienia ze splotem bardzo różnych czynników ekonomicznych, prawnych i, niestety politycznych.

 

Prezes Ryanaira, pytany, podzielił się z dziennikarzami swoimi poglądami w tzw. kwestiach najogólniejszych.

 

Dotyczących jego firmy. Między innymi niżej podpisany zapytał o wstrzymane plany uruchomienia połączeń interkontynentalnych. Prezes FR stwierdził, że w ciągu najbliższych 5 lat Ryanair będzie bardzo zaabsorbowany ogromną ekspansją na tradycyjnej siatce, na maksymalnie efektywnym wykorzystaniem 200(!) nowych samolotów, które otrzyma. Brzmi to logicznie, a w obecnie kształtującym się układzie konkurencyjnym, pan Michael i jego linia nie mają powodów do pośpiechu. Jednak taka deklaracja niewiele znaczy. Jeżeli zmieni się sytuacja rynkowa itp. to „przestawienie zwrotnicy” może być bardzo szybkie.

 

Opisał pokrótce swoją wizję Europy „po-konsolidacyjnej”, gdy na rynku panuje pięciu gigantów. Trzech sieciowych i dwóch tanich. Ale od szefa jednego z tych gigantów trudno oczekiwać innej wizji. Tak, jak trudno oczekiwać innej oceny koncepcji CPK, niż ta, która padła. Pan O`Leary dobrze wie, że już teraz wpływa ona negatywnie na możliwości rozwoju jego firmy w kluczowym regionie, jednego z najważniejszych dla FR rynków.

 

A teraz niżej podpisany chciałby podzielić się z Państwem swoimi osobistymi opiniami i refleksjami dotyczącymi sposobu prowadzenia w naszym kraju debaty publicznej w najistotniejszych kwestiach.

 

Są one niestety bardzo smutne.

 

Od miesięcy dość uważnie śledzę debatę, jaka jest toczona przed i dla opinii publicznej w dwóch szalenie istotnych sprawach. Koncepcji CPK i strategii rozwoju infrastruktury lotniskowej w aglomeracji warszawskiej. W miarę swoich dość małych możliwości staram się w tej dyskusji aktywnie uczestniczyć.

 

Rozwój maksymalnie efektywnego i dostępnego, również cenowo, transportu lotniczego ma nie tylko wymiar ekonomiczny. Wpływa bardzo pozytywnie na tempo rozwoju gospodarczego, całe sektory usług, poziom zatrudnienia itd. Ma też wymiar kulturowy i cywilizacyjny. Ogromnie sprzyja wzajemnemu poznawaniu się, w Europie, jeszcze nie tak dawno pełnej wewnętrznych animozji i wrogości. Przyśpiesza integrację.

 

Dlatego też uważam, że o tych, tak ważnych sprawach należy dyskutować w sposób odpowiedzialny i wnikliwy. Jak w każdej poważnej dyskusji konieczny jest mądry i znający, co najmniej nieźle temat, moderator i „dostawca informacji”.

 

Tymczasem od pewnego czasu pokazujemy na naszym portalu, jak opinia publiczna „karmiona” jest fałszywymi danymi, pół-prawdziwymi, ale zupełnie błędnie interpretowanymi i fałszywymi lub prawie fałszywymi informacjami. Media często koncentrują się na kwestiach i wątkach zupełnie pobocznych, bez znaczenia, pomijając lub traktując zdawkowo, problemy kluczowe. Zazwyczaj wyjaśnienie jest takie samo – „to za skomplikowane, za trudne”. Publika tego nie zrozumie. Choć prawie nikt nie dał jej jeszcze szansy. A przynajmniej części opinii publicznej, tej najbardziej zainteresowanej tym, jak wydawane są nasze pieniądze i w jakich kierunkach, w jaki sposób rozwija się nasz kraj.

 

Spróbuję sformułować poniżej kilka moich własnych „przykazań” dotyczących sposobu informowania i prowadzenia debaty publicznej w najistotniejszych ekonomiczno-społecznych kwestiach. Można się z nimi nie zgadzać, ale chyba lepszy jest jakiś system, podobny lub „bardzo inny” niż obecny chaos i dżungla informacyjna.

 

  • Nie możliwa jest debata bez uwspólnienia wiedzy o najważniejszych faktach i danych liczbowych. Grzechem prawie śmiertelnym jest posługiwanie się, często niestety świadome, danymi niezbyt prawdziwymi. Te dane i fakty muszą układać się w pewien spójny układ, system. Dzięki temu nawet nasz współobywatel nieznający dobrze danego zagadnienia może zrozumieć najistotniejsze kwestie. A przynajmniej rozumieć najważniejsze pytania i wątpliwości. Odpowiedzi mogą przyjść później. Może ich szukać sam.
  • Należy oddzielać opinie i komentarze od faktów. Komentarz wygłoszony nawet przez najbardziej szacowną osobę nie staje się faktem. Dlatego uważam, że znaczenie opinii i komentarzy uzyskiwanych od największych nawet VIP-ów w kwestiach, których dobrze nie znają albo, w których reprezentowane przez nich firmy lub instytucje mają zaangażowane swoje interesy jest bardzo ograniczone. Często wypytywanie o nie jest po prostu bez sensu. Bardzo negatywna opinia Pana O`Leary o CPK była przez wiele mediów wysunięta na pierwszy plan. A czy po tym nasza opinia publiczna, choć o milimetr posunęła się na swojej drodze do „prawdy o CPK”? Przeciwnicy koncepcji powiedzieli: „o widzicie kolejny mądry człowiek mówi - bez sensu”. Zwolennicy mają gotową odpowiedź: „przeciwnik mówi głupio, to najlepszy dowód, że mądrze”.
  • Każdy komentarz lub opinia powinny być „podparte” najkrótszym choćby, weryfikowalnymuzasadnieniem. „Gołe” opinie nic nie znaczą.
  • Niestety wielu uczestników nawet najważniejszych debat ucieka się do brzydkich zabiegów pseudo-erystycznych, a tak naprawdę, demagogicznych. Można by kiedyś sporządzić ich długa ich listę. Jeden z najbardziej popularnych to dyskutowanie z poglądem, którego adwersarz nie wygłosił.
  • Bardzo ostrożne, zdystansowane wykorzystywanie opinii ekspertów. Coraz częściej niestety „ekspertów”. Samozwańców lub z nominacji mediów. Czasami ekspertów anonimowych. Jest oczywiste, że w takiej sytuacji opinię eksperta „bierze na klatę” autor/autorka artykułu. Kiedyś wykorzystanie opinii eksperta kończyło dyskusję, przynajmniej do czasu, gdy inny ekspert podjął polemikę. Już nie. Po krótkim poszukiwaniu można znaleźć eksperta lub „eksperta”, który wygłosi prawie każdą, nawet najbardziej niedorzeczną opinię. Przekonujemy się o tym na co dzień.
  • Bardzo wątpliwa często wartość opinii firm doradczych i konsultingowych. Traktowane są nadal, jak super-eksperci i super-arbitrzy. Niestety niesłusznie. Najprostszy argument? Są to firmy komercyjne. Ich opinie kupuje się. Te naprawdę dobre mają swoją rzetelność zawodową, ale mają też potrzebę pozyskiwania bardzo wartościowych często kontraktów. Efekt? Bardzo rzadko stwierdzą, że coś „po prostu nie ma sensu”. Bo to może zamknąć proces. Badamy, analizujemy. Może nie tak, ale trochę inaczej. W kwestiach bardzo skomplikowanych można wydać opinię, która jest wieloznaczna, warunkowa, podatna na bardzo różne interpretacje. I oczywiście nawet te największe i najdroższe „czytają z ruchu warg wielkich decydentów”, jakich opinii i zaleceń oni oczekują. Za jakie będą płacić. Oczywiście to, co napisałem nie oznacza, że odbieram znaczenie ich ekspertyzom. Potrafią być wspaniali. Ale grzechem głównym jest jasne i dobitne przekazanie im, przez zamawiających, jakiego wyniku analizy oczekują. I ogłaszanie tego całemu światu, zanim badania rozpoczęły się.

 

Uważam, że bardzo niesprawiedliwie nasi współobywatele są krytykowani za nieracjonalne poglądy i wybory. Czy ci, którzy powinni mieć misję, aby im to umożliwiać i ułatwiać zawsze, choćby nieźle, spełniają ją? Czy w tych dwóch fundamentalnych dla polskiego rynku lotniczego kwestiach nasza opinia publiczna dostała szansę na wyrobienie sobie racjonalnej opinii? Pozostała jej wiara: „Nasi uważają, że nasi dobrze chcą, a tamci, źli chcą źle i v.v”.

 

Dlaczego tak jest? Jakie znaczenie ma tu praktycznie pełna komercjalizacja informacji? Jak szukać dróg poprawy sytuacji? To już nie tematy do dyskusji na naszym małym, specjalistycznym portalu.

 

 

Marek Serafin

PRTL.pl

 

Ps. Ten tekst dedykuję przyjacielowi Mirkowi, którego wraz z przyjaciółmi z PLL LOT, i nie tylko, dziś pożegnałem.

 

 

 

Tagi:

Inwestycje | Lotnisko Modlin | Rozwój | Ryanair


powrót


Aby otrzymać dostęp do komentowania artykułów musisz się zalogować.

LOGIN

HASŁO




Jeżeli nie masz jeszcze konta, załóż je teraz

Rejestracja


Komentarze do tego artykułu:

REKLAMA


REKLAMA



Informacje EKES



REKLAMA


Giełda transportowa
Clicktrans.pl







Home | O nas | Polityka prywatności | Korzystanie z serwisu | Reklama w portalu | Kontakt | Mapa strony