INFORMACJE

Rynek Lotniczy

Linie Lotnicze

Porty Lotnicze

Samoloty

Drony

Dostawcy Usług

Prawo

Turystyka

BRANŻA

Nawigacja powietrzna

Innowacje & Technologie

Personalne

Rozmowy PRTL.pl

Komentarz tygodnia

Aviation Breakfast

Polski Klub Lotniczy

Przegląd prasy

INNE

Księgarnia

Szkolenia i konferencje

Studenckie koła i org. lotnicze

Znajdź pracę

Katalog firm

Przydatne linki

REKLAMA





Partnerzy portalu



Language selection


English Deutsch French Russian

Publikacje


Trybunał kruszy ostatnie bastiony linii lotniczych

Krzysztof Loga-Sowiński, 2018-04-30
     

Jeśli jutrzejszy protest załogi dojdzie do skutku, to zgodnie z ostatnim wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej LOT będzie musiał wypłacić odszkodowania pasażerom z odwołanych i opóźnionych rejsów. A legalność strajku nie będzie istotna.

 

W kwietniu br. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) wydał wyrok w aż 30 połączonych sprawach dotyczących zasadniczo jednego pytania. A mianowicie czy, tak zwany, „dziki strajk” prowadzony pod pretekstem zwolnień chorobowych, stanowi nadzwyczajną okoliczność w rozumieniu art. 5 ust.3 rozporządzenia 261/2004, w związku, z czym przewoźnik lotniczy nie jest zobowiązany do wypłaty odszkodowania pasażerom poszkodowanym z powodu opóźnień lub odwołania lotów wynikających z takiego strajku?

 

Zanim omówimy odpowiedź sędziów z Wielkiego Księstwa na powyższe pytanie i jej konsekwencje, konieczne jest przedstawienie stanu faktycznego, który skłonił niemieckie sądy rejonowe z Düsseldorfu i Hanoweru do zwrócenia się z 30 bardzo podobnymi zapytaniami do TSUE.

 

Poszkodowani pasażerowie, którzy złożyli pozwy do sądów w Niemczech dokonali rezerwacji lotów przewoźnika TUIfly. Rezerwacje dotyczyły rejsów, które miały odbyć się w dniach 3 i 8 października 2016 roku. Niestety, wszystkie te loty zostały, bądź odwołane, bądź odnotowały ponad trzygodzinne opóźnienia. Nieregularności wynikły z wyjątkowo dużej absencji pracowników TUIfly spowodowanej wziętymi zwolnieniami chorobowymi. Zaistniała sytuacja była następstwem wcześniej ogłoszonego przez zarząd spółki komunikatu o planach jej restrukturyzacji. Podczas gdy zwyczajowo udział nieobecności w pracy pracowników TUIfly z powodu choroby wynosił ok. 10%, to w okresie od 1 do 10 października 2016 roku wskaźnik ten wahał się od 34% do 89% w odniesieniu do pilotów oraz od 24% do 62% w odniesieniu do stewardes i stewardów.

 

W konsekwencji od dnia 3 października 2016 roku TUIfly całkowicie zarzucił pierwotny plan lotów, zawierając umowy podnajmu samolotów z innymi przewoźnikami lotniczymi. Wezwano też pracowników przebywających na urlopach do stawienia się w pracy. Jednakże, ze względu na wspomniane nieobecności, w dniu 3 października 2016 roku oraz w następnych dniach kilkadziesiąt lotów odnotowało duże opóźnienia albo zastało odwołanych. Wreszcie w dniach 7 i 8 października 2016 roku TUIfly odwołał wszystkie loty z Niemiec. Wieczorem w dniu 7 października 2016 roku zarząd spółki poinformował pracowników, że zostało osiągnięte porozumienie z przedstawicielami załogi. TUIfly uznał cały incydent za nadzwyczajną okoliczność w rozumieniu art. 5 ust. 3 rozporządzenia 261/2004 i odmówił poszkodowanym pasażerom wypłacenia rekompensaty.

 

Uzasadniając wyrok C-195/17 (to numer pierwszej w kolejności sprawy spośród 30) z dnia 17 kwietnia 2018 roku Trybunał rozważył następujące aspekty połączonych skarg.

 

Po pierwsze przypomniał, że zdarzenia, które ze względu na swój charakter lub swoje źródło nie wpisują się w ramy normalnego wykonywania działalności danego przewoźnika lotniczego i nie pozwalają mu na skuteczne nad nimi panowanie, mogą zostać uznane za nadzwyczajną okoliczność. Ponadto sąd zwrócił uwagę, że zgodnie z motywem 14 rozporządzenia okoliczności te mogą zaistnieć w szczególności w przypadku strajków mających wpływ na działalność przewoźnika.

 

Po drugie TSUE przywołał wcześniejsze swoje uściślenie, mówiące, że okoliczności, o których mowa w motywie 14, nie są koniecznie i automatycznie podstawą zwolnienia z obowiązku wypłaty odszkodowania i że w związku z tym należy oceniać w każdym poszczególnym przypadku, czy okoliczności te spełniają obie połączone przesłanki (tzn. po pierwsze wpisują się w ramy działalności lotniczej oraz pod drugie przewoźnik może skuteczne nad nimi zapanować).

 

Z orzecznictwa Trybunału wynika, że każde nieoczekiwane zdarzenie nie musi koniecznie zostać uznane za nadzwyczajną okoliczność, ale że można przyjąć, iż tego rodzaju zdarzenie wpisuje się w ramy normalnego wykonywania działalności danego przewoźnika lotniczego. Ponadto mając na uwadze cel rozporządzenia 261/2004, którym jest zapewnienie wysokiego poziomu ochrony pasażerów oraz fakt, że art. 5 ust. 3 tego rozporządzenia stanowi odstępstwo od zasady prawa pasażerów do odszkodowania w przypadku odwołania lub dużego opóźnienia lotu, pojęcie nadzwyczajnych okoliczności należy poddawać ścisłej interpretacji.

 

W świetle tych właśnie kryteriów należy ustalić, czy „dziki strajk” może zostać uznany za nadzwyczajną okoliczność. Z omawianego przypadku wynika, że „dziki strajk” w szeregach pracowników TUIfly miał źródło w niespodziewanej zapowiedzi restrukturyzacji przedsiębiorstwa. Zapowiedź ta doprowadziła do sytuacji, w której w okresie około tygodnia procentowy udział nieobecności w pracy załogi był szczególnie wysoki. Akcja została zorganizowana spontanicznie przez samych pracowników, którzy zadeklarowali niezdolność do pracy z powodu choroby. Jest, zatem bezsporne, że ów „dziki strajk” został zainicjowany przez pracowników TUIfly w celu dochodzenia ich roszczeń w okresie restrukturyzacji zapowiedzianej przez zarząd linii lotniczej.

 

Restrukturyzacje i przekształcenia firm stanowią normalne środki zarządzania przedsiębiorstwami. Tym samym przewoźnicy lotniczy – w ramach prowadzonej działalności – są stale konfrontowani z rozmaitymi różnicami stanowisk, a nawet konfliktami z członkami załogi. Co za tym idzie, w okolicznościach, o których mowa powyżej, ryzyko wynikające ze skutków społecznych towarzyszących tego rodzaju środkom należy uznać za wpisujące się w ramy normalnego wykonywania działalności danego przewoźnika lotniczego. Ponadto „dziki strajk” nie może być traktowany, jako okoliczność niepozwalająca danemu przewoźnikowi lotniczemu na skuteczne nad nią panowanie. Pomijając fakt, że protest pracowników miał źródło w decyzji przewoźnika lotniczego, należy podkreślić, że pomimo wysokiego procentowego udziału nieobecności, „dziki strajk” zakończył się wskutek porozumienia zawartego z przedstawicielami pracowników. W związku z powyższym strajk tego rodzaju nie może zostać uznany za nadzwyczajną okoliczność.

 

Dodatkowo Trybunał stwierdził, że uznanie akcji protestacyjnej za nielegalną w rozumieniu niemieckich przepisów socjalnych, nie ma znaczenia przy ocenie, czy takie zdarzenie było okolicznością nadzwyczajną. Różnicowanie strajków na nielegalne i te zgodne z prawem na podstawie prawa krajowego w celu ustalenia, czy powinny zostać uznane za nadzwyczajną okoliczność, skutkowałoby uzależnieniem prawa pasażerów do odszkodowania od przepisów socjalnych właściwych każdemu państwu członkowskiemu. A to byłoby sprzeczne z celami rozporządzenia 261/2004, polegającymi na zapewnieniu pasażerom wysokiego poziomu ochrony, a przewoźnikom lotniczym – działalności w ujednoliconych warunkach na terytorium Unii.

 

Z powyższych względów Trybunał doszedł do wniosku, że - spontaniczna nieobecność znacznej części załogi („dziki strajk”) - taka jak ta w 30 połączonych sprawach, która miała źródło w niespodziewanej zapowiedzi restrukturyzacji przewoźnika lotniczego, zaistniała w odpowiedzi na wezwanie wystosowane nie przez przedstawicieli pracowników spółki, lecz spontanicznie przez samych pracowników, którzy zadeklarowali niezdolność do pracy z powodu choroby – nie wchodzi w zakres pojęcia nadzwyczajnych okoliczności.

 

Aż kusi, aby skrócić wniosek Trybunału do następującego zdania. „Dziki strajk” pracowników linii lotniczej nie stanowi okoliczności nadzwyczajnej i nie zwalnia przewoźników z obowiązku wypłaty odszkodowań za odwołane i opóźnione loty.

 

Zapewne taka uproszczona wersja poszła już w świat, ku utrapieniu linii lotniczych oraz ku uciesze pasażerów i firm odszkodowawczych. Jednak orzeczenie TSUE jest bardziej zniuansowane. Co prawda sędziowie w Luksemburgu uznali, że nielegalna akcja protestacyjna mieści się w ramach prowadzenia działalności lotniczej, to jednak „dziki strajk” nadal może zostać uznany za okoliczność nadzwyczajną, jeśli tylko przewoźnik zdoła udowodnić, że wystąpiły warunki nie pozwalające mu na skuteczne nad nimi panowanie. Otwartym pozostaje pytanie jak udowodnić istnienie tej drugiej przesłanki? Zostawiając tą łamigłówkę działom prawnym linii lotniczych podsumujmy, jakie konsekwencje przyniesie ten wiosenny wyrok.

 

Po pierwsze wieści z Luksemburga rozeszły się szeroko po świecie. Jako, że w czasach sms-ów i tweet’ów zwięzłość przekazu jest najważniejsza, to wszyscy zainteresowani wiedzą po prostu, że strajk nie jest już okolicznością nadzwyczajną, a przewoźnicy stracili kolejną wymówkę i mają płacić.

 

Po drugie, ta prostota przekazu ma silne uzasadnienie logiczne, bo jeśli „dziki strajk” nie jest okolicznością nadzwyczajną, to tym bardziej nie może nią być strajk legalny, nad którym kierownictwo firmy może przecież o wiele łatwiej zapanować. Te dwie pierwsze konsekwencje mogą uruchomić lawinę skarg skierowanych do linii lotniczych zarówno od pasażerów indywidulanych, jak i od firm odszkodowawczych, a te ostatnie mają możliwości cofnięcia się do spraw z ostatnich kilku lat. Tak, więc nie tylko LOT (o którym więcej poniżej), ale także Lufthansa i Air France mogą być w dużych tarapatach.

 

Po trzecie w przyszłości przewoźnicy będą mogli w znacznie mniejszym stopniu „chować się” za przepisami właściwymi dla prawa krajowego państw członkowskich, bo jak stwierdził Trybunał prawo lokalne nie może ograniczać rozporządzenia Unii.

 

Po czwarte wreszcie wyrok w sprawie C-195/17 naruszył pewną niepisaną zasadę. Do tej pory za okoliczności nadzwyczajne zgodnie uznawano zdarzenia wyraźnie wymienione w motywach rozporządzenia. Strajk jest zawarty w motywie 14 wraz z destabilizacją polityczną, złymi warunkami meteorologicznymi, zagrożeniami bezpieczeństwa oraz nieoczekiwanymi wadami mogącymi mieć wpływ na bezpieczeństwo lotu. Teraz ten bastion obrony linii lotniczych został mocno nadszarpnięty i nie zdziwiłbym się, gdyby za kilka miesięcy nastąpił szturm na definicje złych warunków pogodowych uniemożliwiających wykonanie lotu.

 

Na zakończenie kilka słów o sytuacji u naszego narodowego przewoźnika w świetle rozstrzygnięć luksemburskiego sądu. Jeśli jutrzejszy strajk dojdzie do skutku to niezależnie od jego prawnego statusu będzie on bez wątpienia mieścił się w ramach normalnego wykonywania działalności LOT-u, bo zgodnie z omawianym wyrokiem każdy strajk spełnia ten warunek. Kluczowa będzie ocena czy LOT miał możliwość skutecznego zapanowania nad okolicznościami, które doprowadziły do strajku?

 

Biorąc pod uwagę, że spór ma bardzo długą historię, a samo referendum strajkowe trwało kilka tygodni, to wydaje się bezsporne, że czasu do rozmów i złagodzenia konfliktu było aż nadto. Udowodnienie tezy przeciwnej przed jakimkolwiek sądem i w konsekwencji wybronienie przewoźnika przed wypłatą odszkodowań będzie wyczynem prawniczej wirtuozerii.

 

W TSUE na rozstrzygnięcie czeka 7 spraw dotyczących rozporządzenia 261/2004, a w dalszej perspektywie możliwe, że kolejne 26. Drżyjcie linie lotnicze!

 

 

Krzysztof Loga-Sowiński

 

 

 

Tagi:

LOT | Odszkodowanie | Pasażer | strajk | UE


powrót


Aby otrzymać dostęp do komentowania artykułów musisz się zalogować.

LOGIN

HASŁO




Jeżeli nie masz jeszcze konta, załóż je teraz

Rejestracja


Komentarze do tego artykułu:

REKLAMA


REKLAMA



Informacje EKES



REKLAMA


Giełda transportowa
Clicktrans.pl







Home | O nas | Polityka prywatności | Korzystanie z serwisu | Reklama w portalu | Kontakt | Mapa strony