ROZMOWA PRTL.pl

2013-01-08
 Drukuj

Jeśli nie uda się urzędnikom zablokować sprzedaży indywidualnej, będzie można liczyć na rozwój nowych połączeń dla turystów lubiących podróżować samodzielnie. Nasze czartery docierają do ponad 70 miejsc na świecie, gdzie na turystów czeka egzotyczna przyroda, zabytki, słońce i przygoda - mówi prezes czarterowej linii lotniczej Enter Air Grzegorz Polaniecki w rozmowie z Anną Jakubczyk z PRTL.pl

 

Anna Jakubczyk: Jak Pan ocenia polski rynek charterowy w roku 2012? Jakie były główne powody znacznego spadku przewozów?

 

Grzegorz Polaniecki: W 2012 roku rynkiem wstrząsały różne nieszczęścia takie jak pojawienie się i zniknięcie OLT, bankructwa większych i mniejszych tour operatorów oraz zawirowania polityczne na dwóch dużych rynkach wakacyjnych, czyli w Egipcie i Grecji. Jeszcze kilka lat temu Egipt był liderem rynku czarterowego, a dziś wolumen wyjazdów nad Morze Czerwone znacznie zmalał. Jednak myślę, że rynek całkiem dobrze poradził sobie z zawirowaniami. Powyższe wydarzenia były przewidziane przez branżę, która tak jak Enter Air dopasowała odpowiednio swoje oferowanie do zapotrzebowania rynku. 

 

A jak na tym tle wyglądają wyniki Enter Air? Czy udało się Wam umocnić pozycję lidera na tym rynku?

 

Dla nas rynek polski jest i będzie rynkiem priorytetowym i mamy nadzieję, że uda nam się utrzymać pozycję lidera. Tak jak wspomniałem powyżej udało nam się przewidzieć, z niezłą precyzją, wydarzenia oraz koniunkturę na rynku i dostosowaliśmy do niej swoje działania. Nasz biznes model jest zaprojektowany na czas kryzysu, który jest czasem ciągłych wahań równowagi popytu i podaży. Dlatego też nie staramy się walczyć z rzeczywistością, tylko realizujemy swój plan. 

 

Jakie są wasze plany na rok 2013? Kto będzie waszym głównym konkurentem?

 

Polski rynek czarterowy nie może być obsłużony przez jednego przewoźnika, dlatego też naturalnym i zdrowym rozwiązaniem jest istnienie konkurencji. Dynamika na rynku jest jednak na tyle duża, że nie przywiązujemy się do żadnego konkurenta. Naturalnym jest, że nowi gracze będą się pojawiali i znikali. Nie chcę wymieniać nikogo po imieniu jako naszego konkurenta, bo nie mam pewności czy za 6 miesięcy nadal tu będzie.

 

Jak Pan ocenia wyniki rejsów dalekiego zasięgu? Czy planujecie dalszy rozwój tej oferty?

 

Latanie na dalekim zasięgu jest bardzo, bardzo wymagającym zadaniem i potrzeba stuprocentowego zgrania wielu trudnych elementów. Ten rok jest naszym drugim rokiem latania na dalekich trasach. Mamy odpowiednio przygotowaną flotę i doświadczenie i na pewno będziemy rozwijali ten segment siatki połączeń. Polacy bardzo lubią dalekie, egzotyczne kraje. Poszukujemy ciągle nowych kierunków i mam nadzieję, że w przyszłym roku oferta znacznie się powiększy. Prawdopodobnie także z innych krajów. Na tym jak polskie biura podróży potrafią skomponować ciekawą i dostępną cenowo ofertę, mogą wzorować się biura zagraniczne. 

 

Czy zamierzacie w tym roku powiększyć Waszą flotę?

 

Wielkość naszej floty zależy jedynie od zapotrzebowania rynku. Jeśli będzie potrzeba na dodanie 4-5 samolotów to je weźmiemy. Jednak my sami nie tworzymy planów rozwoju floty. Jesteśmy firmą usługową i dostosowujemy ofertę do zapotrzebowania klientów.

 

Jak wygląda realizacja planów stopniowego rozwoju sprzedaży „detalicznych”, czyli samych przelotów lotniczych indywidualnym klientom?

 

Jest to usługa, na którą czeka bardzo wielu turystów, jednak słyszałem, że polskie władze chcą zabronić takiej sprzedaży. Jeśli nie uda się urzędnikom zablokować sprzedaży indywidualnej, będzie można liczyć na rozwój nowych połączeń dla turystów lubiących podróżować samodzielnie. Nasze czartery docierają do ponad 70 miejsc na świecie, gdzie na turystów czeka egzotyczna przyroda, zabytki, słońce i przygoda. Ja z rodziną korzystam z wakacji zorganizowanych przez profesjonalne biura podróży, ale jest wielka rzesza podróżników, którzy lubią odkrywać świat na własną rękę i dla nich będziemy rozwijali naszą ofertę.  


Czy zastanawiacie się nad przeniesieniem całości lub części operacji warszawskich na lotnisko modlińskie?

 

Jest możliwe, że będziemy wykonywali operacje z lotniska w Modlinie, tak jak ze wszystkich lotnisk w Polsce czy za granicą. Jednak raczej nie przeniesiemy wszystkich, lub dużej części operacji na Modlin. Dla linii lotniczej ważne jest by w bazie operacyjnej nie było żadnych ograniczeń operacyjnych. Ciężko byłoby nam zrezygnować z lotniska Chopina, które jest obecnie jednym z najlepszych lotnisk w Polsce. Mamy tu swoje zaplecze techniczne i operacyjno-logistyczne. Enter Air lata głównie na południe, więc lotnisko Chopina jest dla nas dogodne geograficznie. Jeśli kiedyś uruchomimy połączenia na zachód, czy północ Europy, Modlin może stać się dla nas bardziej korzystnie położony. Ponadto jest pewna grupa pasażerów, która dociera do Warszawy Eurolotem i dalej leci z nami. Dla nich zmiana lotniska byłaby bardzo uciążliwa. 

 

Czy uważa Pan, ze znaczny rozwój oferty tanich linii, a szczególnie Ryanaira powoduje, że przewoźnicy ci stają się waszymi bezpośrednimi konkurentami?

 

Możliwe, że na niektórych trasach jesteśmy bezpośrednią konkurencją, ale nam to nie przeszkadza. Konkurencja jest elementem rynku i trzeba z tym żyć. Tworzymy trochę inne oferty, co powoduje, że pasażer ma lepszy wybór.

 

Dziękuję za rozmowę

 

 

 

 

 

Materiał wydrukowany z portalu PRTL.pl