Komentarz Tygodnia 20-26.07.2018

2018-07-27
 Drukuj

Kto dopłaca do tanich biletów? Spojrzenie na niestandardowe sposoby zatrudniania pracowników w liniach lotniczych z różnych punktów widzenia.

 

Ponieważ w tej, jak i w wielu innych sprawach, pojawia się wiele, mówiąc delikatnie, nieprecyzyjnych informacji, warto zacząć od faktów. W dniu wczorajszym strajkował personel kabinowy Ryanaira zatrudniony we Włoszech. Wczoraj i dziś w Belgii, Hiszpanii i Portugalii. Trzeba to podkreślić, gdyż tak często myli się te grupę pracowniczą z personelem lotniczym, czyli Paniami i Panami kapitanami. Tym razem oni nie strajkują.

 

Niewątpliwie moment strajku wybrany był nieprzypadkowo. Podobnie, jak w przypadku zagrożeniem strajkiem przez personel lotniczy przed Świętami Bożego Narodzenia, chodzi o maksymalną dolegliwość dla linii lotniczej. Uniemożliwienie jej potwierdzenia rezerwacji pasażerów w innej dacie, na innym rejsie. A dodatkowo to świetny sposób na zwrócenie na siebie uwagi opinii publicznej.

 

W tamtym przypadku zarząd FR „złamał się”. Zgodził się na spełnienie żądania uznania związków zawodowych pilotów, negocjowanie z nimi umów zbiorowych. Mimo, iż przez dziesięciolecia firma zarzekała się, że jest to absolutnie nie do pomyślenia. Po raz kolejny okazało się, że siła „perswazyjna”, negocjacyjna, pilotów jest przeogromna, jeżeli wykazują tylko pełną determinację. Można z nią porównać jedynie wyjątkową pozycję i możliwości negocjacyjne Związków Zawodowych Kontrolerów Lotniczych. Warto tu zauważyć, że na półprywatnych listach głównych wrogów szefów linii lotniczych, bardzo często te pierwsze dzielą pozycję Nr 1 z tymi drugimi.

 

Obecnie Ryanair nie jest tak gotowy do ustępstw. Pozycja personelu kabinowego w liniach lotniczych jest zdecydowanie, nieporównywalnie słabsza, niż personelu lotniczego.

 

Przy okazji obecnego strajku przez polskie media przetoczyła się krytyczna dyskusja o złych relacjach z pracownikami w niektórych liniach lotniczych. O niestandardowych rodzajach zatrudniania.

 

Na początku warto zwrócić uwagę na pewną oczywistość. Personel lotniczy w europejskich liniach jest naprawdę dobrze opłacany. Nie nam oceniać, czy średnie pensje są za wysokie, ale na pewno z punktu widzenia finansowego bardzo trudno jest mówić o wyzysku. Nie przesadzajmy z użalaniem się nad ich ciężkim losem. I nie o pieniądze tu chodzi. Stwierdzenie, w jednej z czołowych gazet, że bilety w Ryanairze są tanie, gdyż dopłaca do nich personel lotniczy, jest bardzo zabawne, ale w sposób chyba zupełnie niezamierzony.

 

W europejskim podejściu do fundamentalnych praw pracowniczych na pewno jest prawo do zrzeszania się w związki zawodowe, do bycia reprezentowanym przez nie w relacjach z pracodawcą. Podobnie, jak prawo do bycia zatrudnionym na umowie o pracę, gdyż tylko wtedy pracownik korzysta z rzeczywistej ochrony prawnej. Dlatego nie można zaakceptować argumentu kierowanego czasami do pilotów. Jak wam się tu nie podoba, to lećcie do Chin, tam zarobicie tyle, że nawet piloci Emirates zmieniają firmy. Europejczyk ma prawo „normalnie” pracować w Europie.

 

Jednak głównymi adresatami krytyki stosowania „dziwnych” form zatrudniania personelu linii lotniczych i to nie tylko latającego, nie powinni być szefowie linii lotniczych.

 

Prezes Mikosz był przez nas wielokrotnie krytykowany za oczywiste błędy w decyzjach strategiczno-handlowych. Jednak LOT uratował przez nieuniknionym bankructwem tnąc koszty w sposób niebywale skuteczny. A ogromną część swoich wysiłków skoncentrował na kosztach zatrudnienia. Drastycznie zredukował zatrudnienie, które w spółce, jak we wszystkich firmach państwowych miało ogromne przerosty. Zdolność LOT-u do obrony przed redukcjami była wręcz niebywała.

 

Jednak drugim chyba równie skutecznym sposobem obniżki kosztów było wprowadzenie „niestandardowych” form zatrudnienia. Szczególnie „najdroższych” pracowników – pilotów, bo tu oszczędności były największe. Obecnie bardzo znaczna ich część, podobnie, jak personelu kabinowego, i „zwykłego”(!!) jest zatrudniana na umowach cywilnoprawnych. Piloci tworzą jednoosobowe spółki, z którymi LOT podpisuje umowy. Wziął tu skuteczny przykład z szefa Ryanaira.

 

I teraz dochodzimy do sedna sprawy.

 

Obowiązek zatrudniania pracowników, również linii lotniczych, na normalnym etacie, poza specjalnymi wyjątkami, takimi, jak praca sezonowa, nie powinno zależeć od dobrej woli szefa. Powinno być jasno i wyraźnie określone w prawie pracy. Również na poziomie unijnym, aby uniemożliwić żonglowanie terytorialne umowami. A w wielu przypadkach takie prawo, może niedoskonale, ale jednak istnieje. Wtedy rodzi się kwestia jego egzekwowania. Ten drugi przypadek ma chyba dość często miejsce w Polsce.

 

Tak długo, jak problemy te nie będą bardzo jednoznacznie rozstrzygnięte, to ofiarami konfliktów powstających w „szarych strefach” relacji pracownicy – zarządy, w firmach usługowych, będą ich klienci.

 

Te sprawy mają jeszcze jeden bardzo ważny i kompletnie pomijany aspekt. To nie my, pasażerowie jesteśmy beneficjentami „prawie niewolniczych” form zatrudniania personelu. To nie oni dopłacają do nas, ale my do nich. Przy tych niestandardowych formach zatrudnienia radykalnie zaniżane są składki na ubezpieczenia społeczne. Zarówno te płacone przez pracownika, jak i firmę. A chodzi o pensje naprawdę bardzo wysokie. Jeżeli dziennikarze interesują się, gdzie „wędrują” oszczędności na płacach personelu lotniczego Ryanaira, to warto, aby popatrzyli na wynik finansowy linii w ostatnim roku. EBIT był na wręcz niewiarygodnym poziomie – 23%!!! Jak widzimy linia nie musi podnosić taryf lotniczych, aby „zarobić” na wyższe składki.

 

Na koniec o dość nieoczekiwanym, mocnym polskim akcencie w obecnym akcie dramatu, ale nie tragedii, biznesowego irlandzkiego giganta. Zarząd ogłosił, że już od sezonu Zima 2018/19, co najmniej aż sześć samolotów linii zostanie przebazowane z Dublina do Polski. Celowe jest radykalne zredukowanie floty „irlandzkiej”, z trzydziestu samolotów, głównie, ze względu na niepokoje pracownicze. Równocześnie założona w Polsce linia charterowa Ryanair Sun rozwija się wspaniale. Jest rentowna od pierwszych miesięcy działalności i warto ją błyskawicznie rozwijać. Obecnie dysponuje pięcioma samolotami.

 

Oczywiście musimy do tej informacji i planów podchodzić z pewną ostrożnością. Niewątpliwie zarząd linii prowadzi skomplikowaną i nie do końca czytelną grę z pracownikami. Na pewno chce im pokazać swoją siłę. Jednak tu chodzi o ostrzeżenie o możliwości zwolnienia w Irlandii nie tylko dwustu osób z personelu pokładowego, ale i stu z personelu lotniczego. Mimo, iż obecny konflikt dotyczy tylko tych pierwszych i rozgrywa się w innych krajach. Jest więc bardzo prawdopodobne, iż flota Ryanaira w Polsce gwałtownie powiększy się. W pierwszych tekstach o Ryanair Sun pisaliśmy o możliwych planach linii rozpoczęcia ostrej kampanii walki z ogromną sezonowością ruchu charterowego w naszym kraju.. Tu głównym narzędziem będą niewątpliwie super niskie ceny. To będzie też dobry okres maksymalnego osłabienia znacznie mniejszych konkurentów, którzy już w przeszłości znaczną część swoich zdolności przewozowych przerzucali w zimie poza Polskę. Idą na tym rynku bardzo ciekawe czasy.

 

Jednak być może nie tylko na połączeniach charterowych Ryanair wykorzysta w Polsce dodatkowe samoloty. Być może i na siatce połączeń rozkładowych zobaczymy interesujące zmiany?

 

 

Marek Serafin

PRTL.pl

 

 

 

Materiał wydrukowany z portalu PRTL.pl