ROZMOWA PRTL.pl

2012-08-22
 Drukuj

O sukcesie biznesowym będziemy mówić dopiero jak lotnisko zacznie zarabiać, co według naszych przewidywań powinno nastąpić za 3-4 lata. Sukces operacyjny jest faktem, mimo wielu krytycznych głosów, jakie do nas docierają. Jesteśmy pierwszym w naszym kraju portem lotniczym uruchomionym niemal od zera, na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat - mówi Piotr Okienczyc, Prezes Zarządu Mazowieckiego Portu Lotniczego Warszawa/Modlin w rozmowie z Markiem Serafinem z PRTL.pl

 

Marek Serafin: Czy możemy już mówić o operacyjnym i biznesowym sukcesie portu w Modlinie?

 

Piotr Okienczyc: O sukcesie biznesowym będziemy mówić dopiero jak lotnisko zacznie zarabiać, co według naszych przewidywań powinno nastąpić za 3-4 lata. Sukces operacyjny jest faktem, mimo wielu krytycznych głosów, jakie do nas docierają. Jesteśmy pierwszym w naszym kraju portem lotniczym uruchomionym niemal od zera, na przestrzeni ostatnich czterdziestu lat. Od razu wystartowaliśmy z ponad 100% wypełnieniem terminala, biorąc pod uwagę jego przepustowość projektową. Po pierwszym miesiącu funkcjonowania obsłużyliśmy ponad 160 tysięcy pasażerów i przeszło 1100 operacji lotniczych. Mamy szansę zająć 4. pozycję wśród polskich lotnisk. Myślę, że jest się czym chwalić, ale najbardziej chcielibyśmy, żeby docenili to nasi partnerzy i pasażerowie. Tymczasem wszyscy mówią o potknięciach. Nie ukrywamy, że mieliśmy kilka „wpadek”, ale szybko wyciągnęliśmy z nich wnioski i staramy się o jak najszybszą poprawę sytuacji. Największą naszą bolączką jest brak oznakowania dojazdu do lotniska. Liczyliśmy na pomoc ze strony zarządcy dróg, ale okazuje się, że przepisy są bezlitosne i całą, bardzo skomplikowaną procedurę musieliśmy wziąć na swoje barki. Niestety to trwa, jest jednak szansa, że w najbliższych dniach takie znaki powrócą na drogi.

 

Na jakie obszary operacyjnej działalności portu chcecie zwrócić obecnie szczególną uwagę?

 

Do niedawna kontrolę bezpieczeństwa pasażerów, bagaży i ładunków na terenie portów lotniczych wykonywała Straż Graniczna. Obecnie, zgodnie ze znowelizowanym Prawem Lotniczym zadania te spoczywają na zarządzającym lotniskiem, który może powierzyć je własnej Służbie Ochrony Lotniska lub firmie zewnętrznej. Lotnisko Warszawa/Modlin zdecydowało się na wybór operatora zewnętrznego. Okazuje się jednak, że nawet bardzo doświadczonym podmiotom prowadzącym tego typu działalność zaczyna brakować specjalistów dysponujących odpowiednimi kwalifikacjami. Osoba obsługująca urządzenia do prześwietlania bagażu na lotnisku musi posiadać certyfikat Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Jest to w tej chwili bardzo deficytowy „towar”. Certyfikaty zdobywa się po przejściu specjalistycznego kursu i zdaniu egzaminu. Takie egzaminy, organizowane raz na kwartał, zdaje zaledwie 30 % uczestników kursu, stąd deficyt fachowców. Jest to nasz najpoważniejszy problem w tej chwili.

 

Czy prowadzone są rozmowy z nowymi liniami lotniczymi? Czy jest szansa, że pojawia się oni w porcie jeszcze w tym roku?

 

Nasze lotnisko wzbudza, zrozumiałe zainteresowanie w branży. Linie lotnicze przyglądają się pilnie naszemu rozruchowi. Spływa wiele pytań z ich strony. Mamy nadzieję, że zaowocują one pozyskaniem nowych klientów, ale szczegółów na razie nie możemy zdradzać.

 

Jakie jest zainteresowanie ze strony linii charterowych, które mogą wykorzystać tu brak ciszy nocnej?

 

O wyborze lotniska, z jakiego korzystają linie czarterowe decydują najczęściej biura podróży, bo to one zlecają wykonywanie lotów na określonej trasie. Rozmowy z Touroperatorami już trwają i bardzo dobrze rokują, ale są to rozmowy handlowe, których szczegółów nie możemy zdradzać.

 

Według naszych wyliczeń, jeżeli Ryanair zrealizuje swoje zapowiedzi dotyczące wzrostu ilości rejsów w sezonie Zima 2012/2013 a Wizz Air będzie miał oferowanie w tym sezonie na poziomie zbliżonym do lata 2012 to tygodniowe oferowanie tych dwóch linii osiągnie poziom około 75 tys. foteli tygodniowo i około 3,8 mln foteli w skali roku. W konsekwencji przewozy tygodniowe powinny być na średnim poziomie około 60 tys. pasażerów a w niektórych tygodniach nawet znacznie większe. Czy nie będzie to oznaczało, braku przepustowości dla „nowych użytkowników”, a być może nawet te dwie linii spowodują już jej przekroczenie?  

 

Szybki wzrost liczby pasażerów, to dla każdego lotniska znakomita informacja. W naszym przypadku największym ograniczeniem przepustowości jest terminal. Jego projektowa przepustowość została określona na poziomie ponad 1 600 tyś. pasażerów/rocznie, z uwzględnieniem współczynnika sezonowości i zróżnicowanej floty, ale przyjmujemy, że bez znacznego obniżenia komfortu możemy w nim obsłużyć ok. 2 - 2,5 mln, większymi statkami powietrznymi. Przy tym poziomie, trzeba będzie niedługo myśleć o powiększeniu terminala o nowy moduł, tak jak to zakładał projektodawca.

 

Według podawanych kalkulacji koszty obsługi jednego pasażera w Modlinie będą aż o 40% niższe niż w porcie Chopina. Co się na to składa?

 

Właściwie należałoby odwrócić pytanie i spytać, czego nie ma w tej opłacie. Kalkulacja opłat to suma wielu elementów i wynik zastosowania odpowiednich przeliczników. W naszym przypadku najważniejsze jest jednak, to, na czym zaoszczędziliśmy, czyli np. na prostocie terminala i pozostałej infrastruktury, uproszczeniu handlingu, hamowaniu zatrudnienia itd. Stawka podstawowa jest niższa niż na Lotnisku Chopina o 30%. Rzeczywiście może ona ulec zmniejszeniu nawet do 50 % pod pewnymi warunkami przedstawionymi w AIP i dostępnymi dla wszystkich przewoźników.

 

Które etapy procesu obsługi pasażerów i samolotów będą miały w waszym porcie charakter newralgiczny?

 

Jak w pkt. 2. Najczulszy punkt lotniska, to screenerzy. Bardzo chcielibyśmy, aby ich liczba na każdej zmianie była wyższa.

 

Czy zamknięta jest już lista firm handlingowych, które będą działały w waszym porcie? Ile ich będzie?

 

Lotnisko nie hamuje dostępu firmom handlingowym, ale oczywiste jest to, że żadna firma nie zdecyduje się na współpracę z lotniskiem, jeśli nie będzie miała zapewnionego klienta. Obydwie firmy działające na Lotnisku Warszawa/Modlin zostały wyłonione w konkursach zorganizowanych przez przewoźników. A zatem nie podejmowały one ryzyka przychodzenia „w ciemno”. Jest to zbyt duża inwestycja, aby móc sobie pozwolić na czekanie na klienta.

 

Dziękuję za rozmowę

 

 

 

 

Materiał wydrukowany z portalu PRTL.pl